Coś brzęczy w Pszczynie…
Parę dni temu natchnieni wierszem Jana Brzechwy odwiedziliśmy Pszczynę. Tam mianowicie przebywać miał słynny w całym kraju chrząszcz. Okazało się jednak, że zamiast brzmiącego chrząszcza zastaliśmy zupełnie jak w wierszu, zawodzące smutno woły…
Coś brzęczy w Pszczynie. Niektórzy w tych dźwiękach wychwytują patriotyczne rytmy, lecz my odrywając się jednak od poetyckich westchnień, przetarliśmy oczy i oto co ujrzeliśmy. Z okazji kolejnej rocznicy tzw. powstań śląskich stanęła na rynku pszczyńskim brama. Od razu przypomniało nam to o chybionym pomyśle z Katowic (link w komentarzu). Postanowiliśmy zatem odnieść się do tej wątpliwej atrakcji.
Bazując na współczesnej, rzetelnej literaturze, dostrzegamy prawdziwy problem, jakim jest zagadnienie tzw. powstań śląskich. „Nieznana wojna polsko-niemiecka” w podtytule pracy naukowej prof. Kaczmarka wydaje się być najtrafniejszym określeniem ówczesnego konfliktu. Konfliktu, w który została wmanewrowana cała ludność Śląska. Konfliktu, w którym najbardziej ucierpieli Ślązacy, wskutek bratobójczej wymiany ognia.
Sprzeciwiamy się nie tylko agresywnie stosowanej narracji historycznej przez polski rząd. Sprzeciwiamy się także gloryfikacji czynów, które łamiąc ówczesne prawo doprowadziły do rozlewu krwi. Jednocześnie proponujemy nieco tańsze rozwiązania dla tych, którym takie instalacje jak pszczyńska brama się podobają. Podobnie jak państwo polskie zafundowało naszej ziemi kraj z papendekla, tak my teraz ten papendekiel zwracamy w postaci należnej mu bramy – analogicznie kartonowej.
Naszym czytelnikom przekazujemy również serdeczne pozdrowienia od Sekretarza Zarządu Głównego – Tomasz Skowron, który udał się do Pszczyny celem zmontowania bramy.